poniedziałek, 29 grudnia 2014

Rozdział 1. Przestraszyłeś mnie.



KOMENTUJ! = MOTYWUJ! 

Otworzyłam gwałtownie oczy i spojrzałam na zegarek. Wskazywał 6.15. Mam jeszcze 5 minut swobodnego leżenia, ale wolę wstać i już się wyszykować. Dziś pierwszy dzień w Studio On Beat. Na samą myśl na mojej twarzy pojawia się uśmiech. Rok temu pierwszy raz przekroczyłam bramy mojej wymarzonej szkoły muzyczne. Wtedy znana jako Studio 21, a teraz ponownie przekroczę jej bramy, ale tym razem już On Beat. Leniwie przeciągnęłam się i wyskoczyłam z łóżka jak torpeda. Popędziłam do łazienki gdzie wzięłam ciepły prysznic. Kiedy wyszłam z kabiny prysznicowej wytarłam starannie włosy i owinęłam się w mój ulubiony czerwony szlafrok. Wyszłam do pokoju i wyjęłam ubrania idealne na dzisiejszy dzień. (strój) Po czym wróciłam do łazienki i zaczęłam się szykować. Wysuszyłam włosy, jak zwykle idealnie proste, zrobiłam lekki makijaż i ubrałam. Byłam całkowicie gotowa na "oczarowanie" wszystkich znajomych w Studiu.

***

-Fran! - krzyknęła Camila kiedy mnie zobaczyła.
Przytuliłyśmy się mocno i razem poszłyśmy do sali gdzie miało się odbyć oficjalne rozpoczęcie roku szkolnego. Zastaliśmy tam już Naty i Maxi'ego. Nasze gołąbeczki już od tamtego roku są ze sobą, jak widać szczęśliwi. Przywitałyśmy się z nimi uśmiechami po czym zauważyłam Ludmiłę siedzącą w kącie i rozmawiającą przez telefon. Poczułam kogoś ręce na mojej talii. Przestraszona obróciłam się i ujrzałam Leona.
-Jejku przestraszyłeś mnie. - powiedziałam już spokojna z uśmiechem.
-Właśnie widzę. - zaśmiał się Verdas. - Chodźcie usiąść. - powiedział i razem podążyliśmy do miejsc siedzących.
-Leon, ty jesteś w końcu z Violettą? - zapytała ciekawska Camila.
-Nnnie. - powiedział trochę smutny. Położyłam rękę na jego kolanie i uśmiechnęłam się. Odwzajemnił uśmiech.
-Witam was w nowym roku! - przywitał nas Antonio i zaczęła się ceremonia.

***

-No to co kochani. Idziemy wszyscy do Resto? - zaproponował Maxi.
Wszyscy się zgodziliśmy. Kiedy dotarliśmy na miejsce usiedliśmy wygodnie przy jednym ze stolików i zamówiliśmy koktajle. Śmieliśmy się, opowiadaliśmy o wakacjach aż Ludmiła? Skąd ona się tutaj wzięła? W każdym razie Ludmiła zaproponowała imprezę.
-Świetny pomysł. - powiedzieliśmy chórkiem.
-To co? W sobotę u mnie. - odparła, wstała i poszła. To było dziwne. Spojrzałam na zegarek.
-Kochani ja się już zbieram, bo się późno robi. - uśmiechnęłam się i wstałam podsuwając krzesło.
-Okej Fran. Do jutra. - pożegnała się ze mną Cami.
-My też lecimy. - odparła Naty wskazując na Maxi'ego.
-W takim razie ja też spadam. - dodał swoje 3 grosze Leon.
Kiedy wyszłam z kawiarni obok mnie pojawił się Leon.
-Odprowadzić cię? - zapytał. Zdziwiłam się dzisiejszym jego zachowaniem.
-Jjjasne. - zawahałam się.
Chwilę szliśmy w ciszy, aż w końcu to zaczęło mnie dobijać.
-No to, co u ciebie?
-Dobrze, a u ciebie? - ponowił moje pytanie przyjaciel.
-Też dobrze. - popatrzyłam na niego. Był trochę przybity. - Leon co ci jest? - nie wytrzymałam.
-Nic tylko...
-Czyli jednak. Chodzi o Violettę?
-Tak. Wyjechała, mam nadzieję, że będzie jej dobrze z Tomasem.
-Skąd wiesz, że się spotkają? - zatrzymałam się i popatrzyłam w jego oczy. Widać było smutek i cierpienie. U niego, nigdy nie spotykane.
-Przeczucie. W końcu oboje wyjechali do tego samego miejsca. Jeśli tutaj się znaleźli to co za problem tam? - miał rację. Nie wiedziałam co mam zrobić. Spojrzałam na niego i przytuliłam najmocniej jak tylko mogłam.
-Nie martw się. Masz nas. - powiedziałam z uśmiechem. Po chwili odwzajemnił mój gest i również się uśmiechnął.
-Idziemy? - zapytał.
-Jasne.

***

Leon odprowadził mnie pod same drzwi. Zapytałam czy może wejdzie, jednak on podziękował i odszedł. To był naprawdę cudowny dzień i nie spodziewałam się tego po nim. Tego, że będziemy tak blisko siebie. Jest taki cudowny, troskliwy, miły i szarmancki. Można powiedzieć - Idealny! Szkoda mi go. Tak okropnie potoczyła się jego historia miłosna i widać, że to przeżywa. Mimo to nie daje po sobie tego poznać. Zostawiłam klucze na szafce w korytarzu i poszłam do kuchni. Mama w pracy, tata też. Jestem sama. Trochę zgłodniałam więc postanowiłam wziąć się za gotowanie, mimo to nie lubię sama jeść więc zaprosiłam na obiad Camilę. Ona z chęcią przychodzi na obiady do mnie. Uwielbia kuchnię włoską co dla mnie nie stanowi problemu. Wzięłam się za gotowanie roladek z łososia na musie selerowym.

~*~

W KOŃCU!
Skończylam pisać rozdział 1 :)
Jestem wykończona, ale biorę się za kolejny.
Muszę mieć tego nadmiar, w razie co ^^
Mam nadzieję, że się podoba. ;)
FRAN zaczyna coś czuć do LEOŚKA.
Ale jeszcze o tym nie wie. :/
Pamiętajcie o komentarzach :* Buziaki!

~Victoria Tinita

niedziela, 28 grudnia 2014

Prolog.



Droga jak zwykle dłuży się i dłuży. Czas jak by stanął w miejscu. Znów mijam te same drzewa, budynki, znaki. Wszystko to samo... nic się nie zmieniło. Nie było mnie aż 2 miesiące... aż, a może jednak tylko? Cieszę się, że wracam do szkoły. Może to głupio brzmi, bo kto lubi szkołę? Żaden gimnazjalista, a ja jestem w takim razie chora psychicznie. Ale nie! Wracam do moich przyjaciół. W końcu zobaczę Camile, Maxi'ego i co ważniejsze Leona. Wszyscy są mi bliscy i ważni.  Dzięki nim moje życie nabrało trochę sensu. Cieszę się, że mogę mieć takich przyjaciół jak oni. Zawsze mi pomogą i są w ciężkich chwilach. Przyjaźnimy się od 2 klasy, a teraz? Jesteśmy w 3, ale gimnazjum i nadal ta więź istnieje. Właśnie dojechałam do domu, teraz tylko się rozpakować.

~*~

CZEŚĆ! :D
A więc 2 blog. 
Wiem to szaleństwo, bo dopiero zaczęłam pisać tamten. 
Ale nie mogłam się powstrzymać. 
Od wczoraj mam straszną fazę na.... 
LEONCESCE! *.*
Teraz polecą hejty....
ale to nic, bo przecież to tylko opowiadanie, prawda? ;)
Zapraszam do czytania o "młodej Leoncesce" :*
KOMENTUJCIE!

~Victoria Tinita