piątek, 2 stycznia 2015

Rozdział 2. Oj Franiu...


KOMENTUJESZ! = MOTYWUJESZ!


-Kochana to było przepyszne! - pochwaliła mnie przyjaciółka wycierając serwetką usta.
Uśmiechnęłam się lekko do niej i napiłam wody.
-No to co teraz mów o co chodzi. - odparła po chwili.
Nie miałam jakiegoś specjalnego powodu aby tu przychodziła. Chciałam tylko zjeść z nią obiad.
-O nic Cami. Wszystko jest dobrze. - zaspokoiłam ją.
-Nie, nie, nie Fran! Ja wiem kiedy jest coś źle a kiedy dobrze. Kochana mnie nie oszukasz. - popatrzyłam na nią dziwnie. - Zawsze! Ale to zawsze kiedy jest coś nie tak zapraszasz mnie na obiad i w dodatku wtedy na stole pojawiają się moje ulubione ciasteczka, twojej mamy. Zawsze!
-Okej?
-Dobra kochana rozumiem. Coś się dzieje, ale ty nie wiesz jeszcze co. Taka cisza przed burzą. - wydusiła podejrzliwie.
-Cami, Cami, Cami. Czy zawsze musi się coś dziać?
-Fran jak zapraszasz mnie na obiad i jest tak jak teraz, to owszem jest coś na rzeczy. Zawsze jak tak jest to coś się potem dzieje.
-Nie wiem. - zaczęłam zbierać talerze.
-Ale ja wiem! I to nic złego przecież. - uśmiechnęła się przyjaciółka i zaczęła mi pomagać.
-Zmieńmy temat co? Jak ci się układa z Broduey'em?
-Dobrze.... bardzo dobrze.

***

*2 dni później*

Tak jak zawsze z resztą wstałam i zaczęłam się przygotowywać do dzisiejszego dnia. Jutro impreza u Lu! Nie jestem do tego przekonana w stu procentach, ale nie odmówię, tym bardziej, że idzie większość osób ze szkoły. Ubrana zeszłam na dół na śniadanie. (strój) Przywitała mnie mama.
-Smacznego Fran. - powiedziała kiedy ja rozkoszowałam się pysznym jedzeniem, które przyrządziła.
-Dziękuję mamciu. - odparłam.
Gdy tylko skończyłam wyszłam z domu. Pierwsze co zrobiłam kiedy zamknęłam drzwi to zamknęłam oczy i rozkoszowałam się tym cudownym, świeżym powietrzem. Zamknęłam furtkę i ruszyłam do szkoły z wielkim bananem na twarzy.

***

-Fran to jest przepyszne! - powiedział Maxi.
-Haha, dziękuję. Ile razy będziesz mi to jeszcze powtarzał? - zapytałam
-Dobrze wiesz, że gdy robisz swoje dania włoskie, to Maxi nie może się nimi objeść. - odparła Camila.
-Ohoho! I kto to mówi! - odwdzięczył jej się chłopak a przyjaciółka pokazała mu język.
-Kochani, trzeba się zaraz zbierać. Jest w pół do. - uprzedziłam.
-Jasne, chodźmy. - uśmiechnął się Maxi i chwycił Naty za rękę. My z Cami tylko się zaśmiałyśmy i ruszyliśmy za nimi.

***

-Cześć dziewczynki. - przywitała się z nami Ludmi. Teraz we 3 szalałyśmy. 
Impreza była super. Lu zasugerowała, żebyśmy zostały lepiej na noc ponieważ nikt nie wyjdzie stąd trzeźwy. Moja mama na szczęście się zgodziła. Byłam już po 1 drinku i nie miałam zamiaru pić więcej. Po chwili Camila powiedziała, że idzie do Brodueya i zostałam z Ludmiłą. 
-Przepraszam mogę porwać? - zapytał Federico trzymając butelkę z piwem. Lu od razu się zgodziła i teraz zostałam już sama. Patrzyłam na innych, Cami i Broduey siedzą i rozmawiają, Naty i Maxi się całują, Fede i Lu tańczą a ja zostałam sama. Takie uroki bycia singielką. Ehh... 
-Zatańczysz? - spojrzałam na kogoś, kto stoi za mną. Był to Leon. Uśmiechnęłam się i po chwili zaczęliśmy tańczyć. Przetańczyłam z nim całą imprezę. Jest świetny. Taki delikatny, ale ostry, uroczy i przystojny. Wspaniały! Nie rozumiem jak mogłam nie zauważyć jego a Tomasa. I nie rozumiem decyzji Violetty. 
-Świetnie tańczysz. - powiedziałam kiedy ten mnie obrócił.
-Ty też. - wymruczał a ja się zarumieniłam. Zaczęliśmy się śmiać. Teraz byłam już po 3 drinkach i jednym piwie. Oj moja głowa nie jest wytrzymała. Nigdy nie piłam zbytnio. Leon również był już nachlany jak nie wiem, mimo to świetnie trzymał się na nogach. 
-Oj Leonku, Leonku. Jesteś taki pociągający. - STOP!? Czy ja to powiedziałam na głos? Popatrzyłam na szatyna, ten uśmiechał się uwodzicielsko. Zarumieniłam się.
-Oj Franiu, Franiu nie ładnie tak. - zaśmiał się. Teraz było mi trochę głupio. - Ślicznie wyglądasz. - skomplementował mnie, na co spłonęłam jeszcze bardziej. Uśmiechnął się zwycięsko. Szczerze, również podoba mi się ten strój, jednak jestem skromna więc nie powiem sobie, że tak jest. Wyglądam po prostu dobrze.(strój)
-Dziękuję. - odparłam. 
Piosenka się skończyła i DJ puścił "Vamos a La Playa".Przypomniały mi się wakacje jeszcze we Włoszech. Rozmarzyłam się a Leon mną bajerował. Nigdy z nikim tak nie tańczyłam, on jest taki idealny. Przystojny, uroczy, świetnie tańczy i dodatkowo ten głos. Po prostu nic tylko schrupać jak ciastko i trzymać przy sobie i nie puszczać. Z nim można wszystko. 
-Francesca. - przerwał moje przemyślenia. - Chodźmy do ogrodu. - zaproponował i złapał mnie za rękę. Przeszedł mnie przyjemny dreszcz. 

***

-Ale tutaj ślicznie. - powiedziałam przyglądając się gwiazdom na niebie.
-Ty też jesteś śliczna. - nie wierzyłam w to co słyszę. Popatrzyłam na niego zdziwiona. - Przepraszam...
-Nie! Nie przepraszaj. To było bardzo miłe. - uśmiechnęłam się do niego. 
-Dziękuję ci, za taki dzień. Dawno się tak dobrze nie bawiłem. 
-Ja też... dziękuję. - odpowiedziałam. 
-Cieszę się, że mam taką osobę przy sobie. Taką jak ty. Prawdziwą przyjaciółkę. Ty zawsze byłaś przy mnie, kiedy tego potrzebowałem. Zawsze pomagałaś mi kiedy kłóciłem się z Violettą i... dopiero teraz to zauważyłem. Byłem tak bardzo ślepy. 
-Przestań Leon. - On jest tak bardzo napity czy to ja tak świruję? On mi mówi takie rzeczy jak by był nie wiem. Jakiś zakochany. To były mojej przyjaciółki! Nie może tak być! KONIEC!
-Ale tak jest Fran. - spojrzał mi prosto w oczy i złapał za ramiona. Zbliżaliśmy się do siebie, byliśmy coraz bliżej celu kiedy przerwały nam krzyki Ludmiły.
-EJ WY TAM! KONIEC IMPREZY! WŁAZIĆ DO DOMU! 
Popatrzyliśmy na siebie i razem w ciszy ruszyliśmy do wyznaczonego miejsca. 

~*~

Prezentuję wam rozdział numer 2! :)
Jak widzicie impreza. I coraz więcej Leoncesci. 
O to w tym chyba chodzi no nie? :p 
Biorę się zaraz za pisanie kolejnego rozdziału.
Zdradzę jedynie, że to kolejna część imprezy! 
Wkrótce się dużo wydarzy. 
Ale ja nic nie mówię, milczę :D :* 
BUZIAKI! ;)

~Victoria Tinita

1 komentarz: